◀ SIDEQUEST QUEST 01
SIDEQUEST 01

HOW WE
UNLOCKED
SIDEQUEST

Festiwal Las · pusta scena · 8 min czytania
Pierwszy set Sidequest na Festiwalu Las

Nie było castingu jak do k-popowych zespołów. Nie było nawet zarysu pomysłu ani strategii. Nikt nie próbował dobrać trzech osób tak, żeby stworzyły idealny DJ-ski skład. A jednak taki skład właśnie powstał!

Poznajcie SideQuest, wrocławski kolektyw DJ-ski powstały z serii przypadków, dziwnych zbiegów okoliczności i tego specyficznego rodzaju bezczelności, która podpowiada: a właściwie, to czemu nie?

01

No więc zaczęło się od Wariacji i Fraydy. Poznałyśmy się w Ciało Academy, gdzie trafiłyśmy do tej samej grupy i pod czujnym okiem Myrisa przez osiem miesięcy uczyłyśmy się miksować muzykę.

Były dojazdy, nocne siedzenie nad setami, przekopywanie się przez kolejne tracki i dużo godzin za deckami.

Szybko okazało się, że nie tylko lubimy podobne brzmienia, ale też mamy podobną tendencję do siedzenia nad czymś tak długo, aż w końcu działa.

Któregoś dnia Myris rzucił: „Lepiej brzmicie razem niż osobno.”

Najwyraźniej potraktowałyśmy to trochę zbyt poważnie. Chociaż wtedy jeszcze żadnego kolektywu nie było.

02

Trzeci gracz pojawił się w sposób, którego raczej nie dałoby się wymyślić na żadnym brainstormie.

Wariacja scrollowała Instagram i zobaczyła Weirdo wychodzącego z gabinetu swojego fizjoterapeuty. Weirdo wtedy zupełnie nie znała. Za to gabinet - bardzo dobrze.

(Chociaż gdyby nie żyła pod kamieniem, pewnie kojarzyłaby go z internetu, bo Weirdo jest całkiem rozchwytywanym twórcą.)

Wspólny człowiek od naprawiania pleców okazał się wystarczającym pretekstem, żeby zostawić komentarz.

Komentarz zamienił się w rozmowę o muzyce i wyszło, że Weirdo też grał. I to naprawdę grał regularnie. Szukał miejsc, organizował sobie przestrzeń, ćwiczył i po prostu robił swoje.

Wtedy zaczęło być widać, że poza muzyką łączy nas jeszcze jedno: mamy bardzo krótki dystans między „fajnie byłoby to zrobić” a „dobra, to kiedy robimy?”.

Bo przypadek może podsunąć pustą scenę. Ale dobrze na niej zagrać trzeba już umieć.

03

Niedługo później Weirdo zaprosił Wariację do Nory, miejsca, którego nazwa jest zaskakująco adekwatna, bo znajduje się w piwnicy jednago z wrocławskich przedszkoli.

Za dnia: bawiące się dzieci. Wieczorem: zabawa dla dorosłych, którzy schodzą pod ziemię i napierdalają basem.

Nora ma też sprzęt, który widział już niejedno. Ma swoje lata, swoje humory i momentami wymaga od człowieka trochę więcej niż wciśnięcia play w odpowiednim momencie.

Czyli idealne miejsce na pierwsze wspólne granie i sprawdzenie nie tylko skilli, ale też zgodności charakterów.

Nic nie weryfikuje DJ-a lepiej niż kłopoty techniczne.

I znowu coś zaczęło się zgadzać: gusta muzyczne podejrzanie dobrze się pokrywały, a samo granie razem było po prostu… łatwe.

Nie dlatego, że graliśmy dokładnie to samo, tylko dlatego, że każdy mógł grać po swojemu, a mimo to dało się spotkać gdzieś pośrodku.

04

Jakiś czas później Wariacja jechała na Festiwal Las, gdzie miała prowadzić warsztaty psychologiczne.

Mogła zabrać ze sobą jedną osobę, a ponieważ ówczesny situationship zdecydowanie nie kwalifikował się do wspólnego festiwalowego wyjazdu, zaprosiła Fraydę.

Frayda miała akurat czas, kampera i swoją zwykłą otwartość na przygodę.

Wszystkie warunki questa zostały więc spełnione.

Pojechały razem na Las, nie wiedząc, że gdzieś na tym samym festiwalu zupełnie niezależnie zrespił się również Weirdo.

Nie byliśmy umówieni. Nie mieliśmy planu, żeby razem grać. W zasadzie nadal nie mieliśmy żadnego planu.

Za to mieliśmy festiwal. I pustą scenę.

Któregoś dnia trafiliśmy do jednego z festiwalowych barów i zauważyliśmy coś dziwnego: stał tam sprzęt, były głośniki, była scena — tylko nikt na niej nie grał.

Zapytaliśmy ludzi zza baru, o co chodzi. Okazało się, że DJ, który miał przyjechać, nie dojechał. Scena została pusta.

Mogliśmy oczywiście uznać, że szkoda pustej sceny, pogadać o tym przez pół godziny i pójść dalej. Zamiast tego zapytaliśmy: „To możemy zagrać my?”

MOGLISMY.

Nie zagraliśmy co prawda od razu, bo po drodze skutecznie wciągnął nas festiwal. Ale dwa dni później quest nadal wisiał w logu, a skoro powiedzieliśmy, że zagramy, trzeba było go w końcu odhaczyć.

Scena nadal stała. Sprzęt nadal działał. My też, mniej więcej.

PIERWSZY SET

Daliśmy więc znać ludziom poznanym na festiwalu, że o 19 gramy, podłączyliśmy sprzęt i zaczęliśmy pierwszy w historii set w konfiguracji Wariacja b2b Frajda b2b Weirdo.

Bez przygotowanej tracklisty. Bez ustalonego kierunku. Bez jakiejkolwiek pewności, czy trzy osoby grające to, na co akurat mają ochotę, w ogóle będą miały ze sobą sens.

MIALY.

05

Chociaż szybko wyszło na jaw, że Frajda i Weirdo mają nieco inną definicję słowa „mocniej” niż Wariacja, więc co jakiś czas trzeba było przypominać im, że istnieją również BPM-y poniżej poziomu ewakuacji budynku.

Nie zawsze słuchali.

Nie próbowaliśmy zmieścić się w jednym gatunku ani zagrać „poprawnego” seta. Każde z nas dorzucało coś swojego i sprawdzaliśmy, dokąd nas to zaprowadzi.

A ludzie zaczęli się zatrzymywać. Najpierw ci, których zaprosiliśmy. Potem znajomi tych znajomych.

Potem osoby, które po prostu przechodziły obok, usłyszały muzykę i pomyślały: a właściwie, to czemu nie?

My w międzyczasie graliśmy, zmienialiśmy się za deckami i testowaliśmy, jak daleko możemy od siebie muzycznie odjechać, a jednak nadal wrócić do tego samego miejsca.

8 ZŁ

Był też pistolet na bańki z Action za osiem złotych (do dziś najlepiej wydane osiem złotych w naszym życiu). Okazało się, że do mocnego basu zaskakująco dobrze pasują bańki mydlane, więc od tamtej pory pistolet jest stałym elementem naszych setów.

I tak scena, która jeszcze chwilę wcześniej stała zupełnie pusta, zaczęła żyć. Ludzie tańczyli, przyprowadzali innych, ktoś zatrzymywał się tylko na chwilę i zostawał zdecydowanie dłużej.

Nóżki chodziły.

W pewnym momencie barmanka powiedziała nam coś, co właściwie nazwało to, co wtedy robiliśmy, zanim sami zdążyliśmy to zrozumieć.

Bała się, że przepracuje cały festiwal za barem i nie uda jej się pójść na ani jeden set.

A dzięki nam set przyszedł do niej.

06

I chyba właśnie wtedy, jeszcze zanim ktokolwiek nazwał to SideQuestem, wydarzyło się coś, co do dziś jest jego sercem. Nie chodziło już tylko o granie fajnej muzyki.

Wokół pustej wcześniej sceny spotkali się ludzie, którzy jeszcze chwilę temu nie mieli powodu, żeby być w jednym miejscu.

Ktoś przyszedł na chwilę. Ktoś został. Ktoś przyprowadził znajomych. Ktoś zatańczył za barem, bo nie mógł z niego wyjść.

A wieczór, którego nikt wcześniej nie planował, nagle stał się wspólnym wspomnieniem.

Po trzech godzinach zeszliśmy ze sceny zmęczeni, spoceni i bardzo zadowoleni. I wtedy padło coś w rodzaju: „Ej. To może załóżmy kolektyw?”

Byłoby przesadą powiedzieć, że długo analizowaliśmy wszystkie za i przeciw. Właściwie nie analizowaliśmy ich wcale.

A właściwie, to czemu nie?

Brakowało już tylko nazwy.

A że cały ten set był jednym wielkim side questem, niezaplanowanym, znalezionym gdzieś po drodze i zdecydowanie wartym odpalenia, wybór był dość oczywisty.

SIDEQUEST
UNLOCKED.

Od początku SideQuest to nie tylko my za deckami, ale też ludzie, którzy zatrzymują się po drodze, zostają na dłużej i dokładają coś od siebie. Tak było przy pierwszym secie i tak chcemy, żeby zostało.

Na co dzień mamy swoje prace, obowiązki i całkiem poważne rzeczy do robienia.

SideQuest jest tym, co dzieje się obok głównej fabuły i często okazuje się jej najlepszą częścią. Chodzi o ludzi, przygodę, absurdalne pomysły i wspólne wspomnienia.

Jeśli masz ochotę na taką misję, wpadaj na nasze imprezy i baw się z nami.

Dołącz do grupy SideQuest na WhatsAppie, żeby nie przegapić kolejnego questa.

DOŁĄCZ DO GRUPY
Join SideQuest.
Main quest can wait!
◀ STRONA GŁÓWNA WROCŁAW